sobota, 3 września 2016

I LOVE Poland - Babia Mountain - TRIP





W zeszły weekend zrobiliśmy z narzeczonym łącznie w 2 dni 100 km na rowerach. W ten weekend też chcieliśmy aktywnie wypocząć. Na początku miało być Zakopane...ale ludzi tłum, kolejki, korki...obraliśmy więc kierunek Beskidów. Naszym celem była Babia Góra.


Trasa która wybraliśmy:
 https://mapa-turystyczna.pl/route?q=625n,556n,656n,625n

Wyjechaliśmy dość późno bo po godz 10.00. Na szczyt planowałam wejść na 14.00... no cóż może się nie udać:)
W plecaki wpakowaliśmy kanapki, dwie butelki wody i trochę drobnych na wejściówkę do Parku. Pogoda może i nie była słoneczna, ale nie ma co narzekać bo deszcz nie padał!

Na miejsce dotarliśmy lekko po 12.00. Miejsc parkingowych brak! Dopiero 1 km od punktu postojowego w Krowiarkach udało nam się zaparkować.


Przełęcz Krowiarki - z tego miejsca wyruszyliśmy na Babią Górę udając się na Sokolicę czerwonym szlakiem.





Wystartowałam na szczyt ambitnie jak zawodowiec. Myślę sobie "pestka". Początek trasy wyglądał lekko i przyjaźnie jak na zdjęciu poniżej.


Niestety piękna łagodna ścieżka kończyła się i po chwili zaczęły się bardzo strome podejścia z kamiennych schodków. Ten odcinek dał mi największy wycisk. Zrobiłam aż 3 przerwy "kanapkowe"! Myślę sobie nie dam rady, a przecież to dopiero początek! Kiedy inni mnie wyprzedzali czułam się żałośnie. Mój entuzjazm opadł, góra pokonała mnie już na początku. Mam dwa wyjścia, albo wezmę się w garść, albo odejdę z białą flagą. Zacisnęłam zęby i pomaszerowałam w górę. Dam radę!



 Wzdłuż kamiennego podejścia co jakiś czas nieśmiało zza drzew można było zobaczyć górskie widoki. Słońce zaczęło przebijać się przez chmury. Ja zaczęłam się rozkręcać i po chwili zwątpienia dopadła mnie taka energia, że Ci którzy mnie wcześniej wyprzedzali pozostawali za mną w tyle! Mówię do mojego narzeczonego szeptem "Jesteśmy najlepsi:)"





Kiedy wyszliśmy z Sokolicy dotarliśmy do miejsca zwanego Kępą. Tu wzdłuż szlaku podziwiać można było soczysto zieloną Kosodrzewinę. Ten fragment był łagodniejszy i dał chwilę wytchnienia naszym kolanom.




Pomiędzy Kosodrzewinami podziwiać można piętrowe górskie murawy. Im wyżej szliśmy tym więcej skał pojawiało się pod naszymi stopami. Trzeba bardzo uważać gdzie się stąpa. Niektóre kamienie są zdradliwe i chwieją się pod nami. 





 Już prawie jesteśmy na Babiej Górze, ale szczyt ciągle nam ucieka...niby jeszcze trochę...a jednak... zakręt za zakrętem, kamień za kamieniem, głaz za głazem... kiedy w końcu ten koniec! Ostatnią przerwę zrobiliśmy przed Sokolicą...drugą planujemy na szczycie. Damy radę! Wyprzedzamy wszystkich ostro! 
Zachwycił mnie widok tatusiów, którzy małe dzieciaczki na plecach nosili, aż do samego szczytu. Brawo! Aktywny czas razem! Mnie to dodatkowo motywowało. Mój skromny tobołek nie ważył już tak dużo jak myślałam:)




O a tu uchwyciłam jakąś parę romantycznie pałaszującą kanapki na szczycie:)

W końcu docieramy na Babią Górę! Jesteśmy zwycięzcami, jednymi z wielu!
Na szczyt planowałam wejść o 14.00. Nie udało się weszliśmy o 14.18. Następnym razem będzie lepiej :)

Przerwa na kanapkę i widoki :) 




Na szczycie musieliśmy podjąć decyzję którym szlakiem wracamy. Wybrałam ten dłuższy, bardziej zalesiony i spokojny. Zaplanowaliśmy iść przez Przełęcz Brona do Schroniska PTTK Markowe Szczawiny a stamtąd na Skręt Ratowników, Szkolnikowe Rozstaje aż do Krowiarek. 

Szlak w dół zaczął się bardzo ostro. Mieliśmy pod sobą dużo niestabilnych głazów.






Kiedy w końcu dotarliśmy do bardziej stabilnej ścieżki mogliśmy się skupić na pięknych krajobrazach górskich. Znów pojawiło się słońce, zrobiło się uroczo i cieplej.



Ścieżka którą schodziliśmy w dół w kierunku schroniska była bardzo stroma. Na tym etapie pojawił się u mnie ból w okolicach kostki. Jednak widok górskiego lasu i soczyście opadających paproci jakby niwelował myśl o tym.






Dotarliśmy do Schroniska PTTK Markowe Szczawiny. Stąd udajemy się na Skręt Ratowników i Szkolnikowe Rozstaje. Ta trasa zachwyciła mnie najbardziej. Bardzo mało ludzi, cisza, spokój i mnóstwo górskich strumieni. Szlak widać jest nowo wyremontowany. Zejście jest bardzo łagodne. 
Wrzucam teraz zdjęcia lasu, który mnie zachwycił aż do znudzenia:)




















Mój narzeczony mówi żebym przestała pstrykać tyle fotek jakiemuś lasowi:). Ale tu jest tak pięknie, że nie mogę się powstrzymać. Ta zieleń jest oszałamiająca!






I koniec naszej wyprawy! Z Krowiarek wyjechaliśmy tuż przed 19.00. 
Polecam szlaki do Babiej Góry wszystkim którzy kochają obcowanie z naturą. Mnie najbardziej podobał się końcowy etap wyprawy łagodnym zejściem wzdłuż Skrętu Ratowników i Szkolnikowym Rozstajem. 
Kolejny aktywny weekend zdobyty!





4 komentarze:

  1. Muszę się tam kiedyś wybrać. Super figura!
    Gingerheadlife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) miejsce polecam, warte zobaczenia:)

      Usuń
  2. Ale super wyprawa, ile zieleni, piękne widoki <3 Chętnie bym się na taką wycieczkę wybrała <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta zieleń mnie zachwyciła najbardziej:) Mój narzeczony marudził, że za dużo fotek strzelam lasom, mchom, strumyczkom, ale ja nie mogłam się powstrzymać;)

      Usuń

Dziękuję za pozostawienie komentarza na moim blogu. Z pewnością odwzajemnię się wizytą na Twojej blogosferze :)